Małgorzata Foremniak
"Mam talent" (fot. AKPA)

Tak! Tak! Gosia Foremniak wróciła! To jeszcze nie jest to, na co liczyłem, na co Gochę stać, to jeszcze nie jest optymalna forma, ale co tam! To przecież Gosia Foremniak! Królowa słowa mówionego! Diwa oratorstwa polskiego! Gdy druga edycja „Mam talent” dobiegła końca, blog Język Elit znalazł się na ostrym zakręcie. I co teraz? – pytałem zrozpaczony sam siebie, rzucając wilgotnymi jeszcze torebkami po herbacie o ścianę, bo zdawałem sobie sprawę, że bez gosinych, gosiaczkowych, gosiastych cytatów ta strona przestaje mieć sens, staje się tworem sztucznym, jałowym, smutnym. Pomyślałem: przetrzymam. To przecież tylko osiem miesięcy. Wrzucałem to i owo, ale to była wegetacja, te wszystkie Jarki, Palikoty, wampiry, Angeliny, te wszystkie cytaty były niczym więcej jak wymienianą codziennie kroplówką. Dziś z dumą mogę obwieścić: przetrwaliśmy! Teraz, gdy Gosia co tydzień będzie w naszych telewizorach wygłaszać swoje mądrości, mogę państwu z dumą zakomunikować, że Język Elit wkracza w nową, wspaniałą epokę usłaną – niczym łąka kwiatami – cotygodniowymi wykwitami gosinej, gosiaczkowej, gosiastej błyskotliwości, erudycji, jej kosmicznych spostrzeżeń okraszonych zamaszystymi, niezwykle spontanicznymi gestami. Już na dzień dobry dowiadujemy się od Gochy, jaka jest różnica między aniołem a aniołkiem (ten pierwszy zostawia poświatę), a to dopiero początek. Aż chce się żyć!


Sebastian Karpiel-Bułecka
"Gala" (fot. Marek Ulatowski/MWMedia)

A wiecie, jak Sebastian Karpiel-Bułecka obiera ziemniaki? Zębami.


Grzegorz Kajdanowicz
w "Faktach" (fot. AKPA)

Dobry wieczór, państwu. Dziś nie wydarzyło się nic ciekawego. W TVN 24 nie udało nam się namówić żadnego polityka PO, by zbluzgał polityka PiS i odwrotnie. Marek Migalski nie napisał nic kontrowersyjnego na swoim blogu. Janusz Palikot nie zrobił nic szokującego, a na blogu, cham jeden, też nic nie naskrobał. Pod krzyżem pusto. Nie porwano żadnego polskiego turysty. Powódź chwilowo dała sobie spokój. Dlatego przedstawiamy państwu szósty już odcinek serialu “Henryka Krzywonos kontra Jarosław Kaczyński”, ponieważ serial ten cieszy się ogromnym zainteresowaniem z państwa strony, a my cieszymy się z rosnących słupków oglądalności. Na początek przypomnienie wcześniejszych odcinków, czyli opowieść o tym, jak Henryka na mównicę wtargnęła…


Michał Witkowski
na łamach "Przekroju" (fot. AKPA)

O co chodzi z tym wyjątkiem potwierdzającym regułę? Dlaczego coś, co regule zaprzecza, ma stanowić jej potwierdzenie? Przecież to sprzeczność nie do uzasadnienia metaforycznym ujęciem, czy czym tam jeszcze… Czy jeżeli Wisła strzeli gola Legii, to znaczy, że Legia strzeliła gola Wiśle? Nie? Więc dlaczego twierdzimy, że wyjątek potwierdza regułę, skoro to nielogiczne, sprzeczne? Czy reguła bez wyjątku jest w takim razie niepotwierdzona? Podejrzana jakaś? Zbyt idealna? Przecież o to w regule chodzi, żeby wyjaśniała zjawiska, żeby była zawsze prawdziwa, bo jeżeli nie jest zawsze prawdziwa, to co to za wyjaśnienie? Jeżeli reguła nie jest zawsze prawdziwa, to nie jest wtedy prawdziwa w ogóle! Potwierdzanie reguły poprzez jej zaprzeczenie to łatwa ucieczka w związek frazeologiczny o “wyjątku, który potwierdza”, ucieczka od pytania, czy dana reguła ma jakikolwiek sens, skoro coś się w niej nie zgadza…

Okej, no dobra, łagodzę stanowisko – przyjmijmy, że ktoś udowodnił, że do danej reguły jest jeden jedyny i tylko jeden wyjątek, a poza tym jednym wyjątkiem, sprawdza się reguła zawsze. Okej, przyjmijmy, że ta reguła pozostaje w mocy, że uznajemy jej prawdziwość z tym jednym zastrzeżeniem. Ale to wciąż nie oznacza, że ów wyjątek jest jej potwierdzeniem! Jest wyjątkiem, nie potwierdzeniem. Jest jednorazowym zaprzeczeniem, w żadnym zaś wypadku potwierdzeniem.


Tomasz Stockinger
cyt. za: wp.tv (fot. AKPA)

O tak, o tak, musi oczywiście być mądra, inteligentna, zadziorna, oczytana, z poczuciem humoru, spontaniczna, wysportowana, niezależna, uwodzicielska, całość musi się ładnie poruszać, jak to ujął Stockinger, i żeby gotowała, i żeby prasowała, i żeby tyłek nie za duży, i żeby nie nudziła, ale jak będzie mała, ruda i blada to też styknie:)

Hayley Willams (fot. Kevin Winter/Getty Images)